O tym co spotykam na swojej drodze, o codziennym życiu, rodzinie, o synku Tomaszu, radościach, smutkach, muzyce, pracy, o wszystkim co mnie absorbuje i intryguje.
Lilypie - Personal pictureLilypie Kids Birthday tickers
RSS
środa, 03 lipca 2013
Prezent

Dziadkowie postanowili zrobić Żukowi prezent z okazji zakończenia przez Niego roku szkolnego ze świetnymi wynikami w nauce. Zabrali synka na wieś, miejsce najpiękniejsze pod słońcem, i razem z nim wybrali się do sklepu w celu zakupienia wspomnianego prezentu. Mały podobno, aż podskakiwał z radości, kiedy podeszli do trampoliny. Zamówili, potem kilka dni oczekiwania na przyjazd zamówionego towaru i w końcu przyszła paczka. Dziadek Żuka w pracy, więc mały niewiele myśląc chwycił za słuchawkę telefonu i wykręcił numer do taty:

  • Tatusiu jesteś mi tutaj potrzebny.
  • A co się stało kochanie?
  • Musisz złożyć trampolinę!
  • Hmmm. No cóż jak trzeba to trzeba :)

Pojechałem na wieś. W czasie drogi odebrałem trzy kolejne telefony.

  • Tatusiu jedziesz już?
  • Tak jadę :)
  • A gdzie jesteś?
  • Będę za 45 min.
  • No dobrze, ale pośpiesz się.
  • Dobrze kochanie, pędzę szybciej niż Sebastian Vetel :)

Przyjechałem na miejsce, paczka już stała przed domem. Zabraliśmy się z Żukiem za składanie. Mały dzielnie pomagał, więc praca szła szybko i sprawnie. Po ok. 30 min trampolina była gotowa. A efekt końcowy (potem jeszcze zamontowaliśmy siatkę zabezpieczającą)  widoczny jest na załączonych obrazkach :)

 


Oczywiście po złożeniu całości zbiegli się koledzy Żuka i śmiechu oraz radości  dzieciaków nie było widać końca :) Oczywiście nie byłbym sobą gdybym sam nie wypróbował tego wynalazku, ale tego, uwierzcie kochani, nie chcielibyście oglądać :)

Na wieczór rozpaliliśmy ognisko i upiekliśmy kiełbaski. Czas mijał szybko, za szybko, a na następny dzień musiałem zasuwać do pracy. Pożegnałem się z Żukiem:

  • Tatusiu kiedy znowu przyjedziesz?
  • Już za kilka dni...
  • To dobrze bo mi Ciebie brakuje...
  • Mi Ciebie też...
16:14, betterman77
Link Komentarze (10) »
sobota, 29 czerwca 2013
Relacje

Wracając do dnia wczorajszego, należy zwrócić uwagę, iż w zakończeniu roku szkolnego Żuka uczestniczyła również Jego mama. Po akademii i rozdaniu świadectw chciała zabrać go ze sobą, to jest jej weekend opieki nad Żukiem, jednak syn jak to już ma w zwyczaju, poinformowała swoją mamę, iż nigdzie się z nią nie wybiera. Ta wręczyła mu bombonierkę, odwróciła się na pięcie i poszła w swoją stronę.

Ponieważ wczoraj pracowałem na noc, Żuk pojechał z dziadkami na wieś. Dzisiaj mój spokojny sen przerwało pukanie do drzwi. Podchodzę, patrzę przez wizjer a przed drzwiami stoi mama Żuka. Otwieram drzwi:

  • Przyszłam po Tomka, gdzie jest dziecko.
  • Dzień dobry. Tomuś pojechał na wieś z dziadkami.
  • Ale jak to, przecież to jest mój weekend opieki nad dzieckiem
  • Zgadza się, masz rację, ale przecież nie odebrałaś Tomusia w piątek po szkole. Żuk został ze mną, a że ja mam roboczy weekend, pojechał z dziadkami na wieś.
  • Ale jakim prawem, to jest mój weekend.
  • A takim, że gdybym poszedł do pracy nie byłbym w stanie zapewnić mu opieki podczas mojej nieobecności.
  • Ale Ty tak nie możesz...
  • Jeżeli uważasz, że utrudniam Ci kontakt z Tomusiem bądź też go uniemożliwiam, zgłoś to na policję, albo załóż kolejną sprawę sądową. Do widzenia.

Ja wiem, że to jest nienormalne, że Żuk nie chce spotykać się ze swoją mamą, wręcz przed nią ucieka, gdy ją widzi, ale do diabła, pretensje, że młody baluje z dzieciakami, biega po wsi, kopie piłę i jest pod najlepszą opieką jaką można sobie wyobrazić, to już naprawdę ciężko zrozumieć. Czy może lepszym rozwiązaniem było by pozostawienie go samego na osiem, dziewięć godzin? Jak wiele pracy musi matka włożyć, żeby własne dziecko przed nią uciekało. Na początku myślałem, że to chwilowe, przejdzie. Ale końca tej chorej sytuacji nie widać. A ja stoję pomiędzy młotem a kowadłem. W którą stronę się nie ruszę obrywam.

Zastanawia mnie cały czas jak młody to przeżywa. Gdybyście go znali, widzieli... Jest to chłopak wesoły, radosny, skory do śmiechu wygłupów, dusza towarzystwa. Czasem gdy patrzę na Niego, mam wrażenie, że on tego co się wokół nas, Niego dzieje jakby w ogóle nie odczuwał. Tak jakby to wszystko się działo koło Niego, nie dotyczyło go. Żuk nie ma potrzeby zadzwonienia do mamy. Gdy zbliża się dzień kiedy to mama powinna przejąć nad Nim opiekę słyszę:

  • Tato mama musi tutaj przychodzić? Znowu będzie krzyczeć, albo udawać miłą... Przecież wie, że i tak z Nią nigdzie nie pójdę...

I powiem szczerze, że dla mnie mężczyzny wychowanego w rodzinie pełnej, jest to nie do pomyślenia. Wiele razy prosiłem Żuka aby mi to wytłumaczył, wyjaśnił, ale smyk krótkim a dosadnym:

  • A ty chciałbyś mieć taką mamę?

kończy wszelką dyskusję. Bo co mam mu odpowiedzieć? „Lepsza taka niż żadna, matkę ma się tylko jedną”. Zresztą mówiłem, bez efektów.

Niesamowite jest dla mnie tylko to, że ze stanowiska obserwatora, smyk ma naturalne, normalne, zachowanie. Gdzieś ten system moralny, system norm społecznych wydaje się u Niego niezachwiany. Choć marudny to on potrafi być, oj potrafi :)

16:17, betterman77
Link Komentarze (6) »
piątek, 28 czerwca 2013
Po kolejnej przerwie :)

28 czerwca, dzień w którym dzieciaki zasuwają ubrane „ na galowo” do szkoły aby odebrać świadectwa szkolne podsumowujące ich roczny naukowy dorobek. Podobnie było w naszym przypadku. Synek jako jeden z kilku dzieciaków z klasy przyniósł dyplom wzorowego ucznia. Usiedliśmy na kanapie, chwyciłem synka za rączki, pogratulowałem:

  • Kochanie chcę Ci powiedzieć coś czego nigdy nie usłyszałem od swojego taty. Synku jestem z Ciebie dumny. Jestem dumny, że pomimo naszych życiowych zawirowań, pomimo burzy, która cały czas się wokół toczy, dałeś radę. Nie tylko dałeś radę ale jesteś jednym z najlepszych uczniów w szkole i jednym z najlepszych sportowców w klasie. Ciężko pracowałeś przez cały rok aby zostać tak wyróżnionym. I za to wszystko dla Ciebie wielki szacun ode mnie.

Uściskaliśmy się. Zaprosiliśmy dziadków z którymi uczciliśmy zakończenie roku szkolnego przez Żuka.

Łatwo nie było. Przebrnęliśmy przez zawirowania życiowe, których nikomu nie życzę. Ale mieliśmy siebie. W każdej chwili mogliśmy na siebie liczyć. Mama Żuka waliła we mnie jak w bęben. Ale pomimo pozostawionych śladów na membranie dźwięk się odbijał i wracał do Niej ze zdwojona siłą. Nie jestem w stanie zliczyć słów którymi raniła, pism pisanych do sądu, szkalujących mnie jako ojca, dwie sprawy założone. Jedna już za nami (oddalająca zarzuty) druga w toku. A my pomimo wiatru w twarz kroczymy do przodu. Może nieco przygięci ale przemy we wcześniej wyznaczonym kierunku.

W ostatnim poście pisałem o rozpoczętych spotkaniach z psychologiem. Spotkania te nie przyniosły pożądanego efektu. Przerwałem je. Przerwałem nie ze złośliwości. W rozmowach uczestniczyłem ja, mój synek i mama Żuka. Każde z nas miało oddzielne spotkania. Pani psycholog, zresztą słusznie, uznała, że trzeba najpierw naprawić relacje pomiędzy rodzicami Żuka aby pomiędzy nim a Jego mamą nastąpiło ocieplenie relacji. Zgodziłem się na wspólne spotkania z mamą Żuka. Chociaż gdzieś w środku czułem, że nie przyniesie to pożądanych efektów. Gdy ustaliliśmy termin wspólnego spotkania, otrzymałem wezwanie na kolejną sprawę sądową założoną mi przez mamę Żuka. Tym razem żądała ode mnie 300 zł od każdego niezrealizowanego kontaktu z synem, które to rzekomo miałem utrudniać, bądź też wręcz uniemożliwiać. Pomyślałem sobie, kurcze jaki sens ma uczęszczanie z mamą Żuka na jakąś terapię, skoro ta doskonale wiedząc, że próbuję odbudowywać jakieś relacje pomiędzy nami wali mnie w twarz kolejną sprawą, na której znowu będzie kłamać, szkalować mnie i nadal jątrzyć. Powiedziałem koniec hipokryzji. Przecież to bez sensu. Po co ja mam się denerwować, po co coś ustalać skoro to i tak nie ma żadnego znaczenia. Ważniejsza zawsze będzie kasa i walka ze mną. Podziękowałem za terapię. Sprawę mama Żuka przegrała, a obecnie sama prosi mnie abyśmy zaczęli terapię rodzinną ale nie przeszkadza jej w tym kolejna sprawa, którą mi założyła. Ale przed sądem twierdzi, iż robi wszystko aby naprawić nasze relację. Dzięki Bogu sądy nie dają wiary jej słowom. Ale to ja ponoszę koszty swojego mecenasa, a te tanie nie są.

Żuk nadal nie chce spędzać czasu z mamą. Nie chce do niej jechać. Od początku roku był u niej trzy razy. Ostatni raz na początku maja. Powody cały czas niezmienne:

  • Mama nie pozwala mi do ciebie dzwonić kiedy u Niej jestem, wyzywa mnie, krzyczy na mnie... Wolę być z Tobą.

Podczas zakładanych spraw odwiedził nas kurator sądowy, który we wniosku wywiadu stwierdził:

„Z informacji uzyskanych w czasie wywiadu, wynika, że małoletni nie chce widywać się z matką. Jak twierdzi małoletni, podczas pobytu u Pani Ł. ta nie poświęca mu uwagi, nie liczy się z jego zdaniem, często na niego krzyczy.

Z obserwacji poczynionych podczas wywiadu wynika, iż małoletni jest zżyty z ojcem, lubią ze sobą spędzać czas.

Pan Krzysztof stara się aktywnie uczestniczyć w życiu syna. Dba aby miał zapewnioną odpowiednią opiekę i zaspokojone niezbędne potrzeby. Urozmaica mu wolny czas.”

Co więcej? Hmmm jest tego trochę. Przede wszystkim dziękuję tym którzy „zbudzili mnie ze snu”. Podziwiałem, podziwiam i zawsze będę podziwiał ludzi systematycznych. Gdzie mi tam do nich :)

 O kolejnych przemyśleniach i zdarzeniach z naszego życia w następnym poście. A już teraz życzę Wam słonecznych wakacji :)

17:48, betterman77
Link Komentarze (10) »
wtorek, 26 lutego 2013
Psycholog dziecięcy

W piątek byliśmy z Żukiem u psychologa. Cała rozmowa z synem odbywała się w mojej obecności. I w sumie wszystko o czym mówił wiedziałem. Bardzo ładnie i rzeczowo się wypowiadał. Jak twierdził, On wie że mama o Niego dba, przygotowuje mu śniadania, obiady, kolacje, w mieszkaniu jest czysto, ubranka ma zawsze naszykowane ale przeszkadza mu to, że mama cały czas na niego krzyczy. Jeżeli nie zrobi tego czego mama od Niego oczekuje, teraz w tym momencie, zaraz są krzyki i wyzwiska.

Opowiedział też następującą historię. Kiedyś chciał zjeść loda. Poprosił mamę czy może iść do sklepu po loda. Mama się zgodziła. Zapytał ją: „Mamo Tobie też kupić?” usłyszał odpowiedź „Nie kup tylko sobie”. Poleciał do sklepu zadowolony, wrócił z lodem w ręku, drzwi otwarła mu mama i zapytała „Nie kupiłeś mi loda?”, Żuk odparł „Ale przecież nie chciałaś” na co mama Żuka odparła „Ty jesteś jak Twój ojciec wszystko trzeba Ci mówić, niczego nie możesz się domyślić”. A potem już awantura, krzyki, wyzwiska.

Następna rozmowa będzie przeprowadzona tylko ze mną. Poinformowałem mamę Żuka o możliwości uczestnictwa Jej w tych rozmowach, podałem namiary na Panią psycholog. Dostałem sms-a

  • „Psychologa do terapii dziecka ja też muszę zaakceptować i wyrazić na Nią zgodę”,

i kolejny

  • „Nie wierzę w tego psychologa bo każdy profesjonalny psycholog zaczyna pracę nad dzieckiem od wywiadu z rodzicami. Chyba że spotykasz się z dzieckiem z tym pseudo psychologiem żeby Tomkowi jeszcze bardziej pomieszać w głowie” 

No i tak źle i tak niedobrze. Nie robisz nic, zaraz usłyszysz zarzut „Nie przygotowujesz Tomka na spotkania ze mną”, a kiedy zaczyna się działać, żeby ich kontakty uległy poprawie, natrafia się na opór „Ona musi wyrazić zgodę”.

Za głupim nie trafisz...


Ale to wszystko to jeszcze nic. Wczoraj odebrałem list polecony od mamy Żuka, oczywiście za potwierdzeniem odbioru. Oczywiście czytam w nim jaki to jestem zły, nastawiam dziecko przeciwko Niej, nie stosuje się do wyroku sądu itd., itp. W skrzynce znalazłem nowe powiadomienie o oczekującym na poczcie kolejnym liście. Przypuszczam, że też jest efektem Jej krecich działań. Więc na spokojnie odniosę się do tematu w następnym poście.

Dziękuje Państwu za uwagę...



09:50, betterman77
Link Komentarze (11) »
czwartek, 21 lutego 2013
SMS

Wczoraj dostałem krótką wiadomość tekstową od mamy Żuka następującej treści:

  • Dzisiaj również czekam na dziecko i chce się Tomkiem zajmować i spędzać z nim czas.

No i oczywiście kilka słów wyjaśnienia. Według zawartej ugody pomiędzy mną a mamą Żuka, przypieczętowaną wyrokiem sądu okręgowego, jak pisałem wcześniej, jeszcze nie prawomocnego, jeden tydzień ferii zimowych synek spędza ze mną a drugi ze swoją mamą.

Spędziliśmy cudowny, fantastyczny czas na nartach. W tym roku marzyły mi się Włochy, ale paszport synka zabrała mama Żuka ze sobą wyprowadzając się półtorej roku temu (jak ten czas leci), a na moją prośbę aby przekazała mi ten dokument na czas naszego wyjazdu, usłyszałem jedynie „no chyba oszalałeś, jeżeli myślisz, że pozwolę Ci wywieźć Tomka poza granice kraju”. Żadne tłumaczenia nie dotarły do Jej świadomości, więc po ludzku, po prostu odpuściłem. Z jednej strony byłem zmuszony spędzić te dni na polskich stokach, a z drugiej okazało się to fantastycznym krokiem, ponieważ nie byliśmy w te dni tylko we dwójkę (tutaj pojawia się TA a raczej TE osoby, które sprawiają, iż nad moim życiem i życiem mojego synka znowu świeci słońce:)

Ale czas błogiego wypoczynku, nieskrępowanej radości i białego szaleństwa niestety musiał dobiec końca. A im było bliżej końca tym częściej Żuk pytał:

  • Tatuś to ja od poniedziałku będę musiał być z mamą?
  • Tak kochanie, nawet nie od poniedziałku ale już od niedzieli wieczora, przecież mamusia z Tobą rozmawiała.
  • Ale przecież Ty wiesz, że ja i tak z Nią nie pojadę, z Tobą jest mi dobrze.
  • Tomcio przecież zdajesz sobie sprawę jak wielką sprawiasz przykrość mamie takim zachowaniem.
  • A jak Ona mnie wyzywa, nie pozwala mi do ciebie dzwonić, krzyczy na mnie, przeklina to nie sprawia mi przykrości?
  • ... Kochanie zrobisz jak zechcesz... Każdą Twoją decyzję uszanuję, przecież doskonale o tym wiesz...

No i przyszła ta wyczekiwana niedziela, a wraz z wieczorem przyszła mama Żuka.

  • Mamo po co przyjechałaś przecież wiesz, że i tak z Tobą nigdzie nie pojadę.
  • To nie Ty będziesz o tym decydował, za mały na to jesteś, a Twój tata jeżeli w końcu tego nie zrozumie będzie miał problemy!
  • Mamo nie rób kabaretu.
  • Co Ty powiedziałeś?! Jak możesz? Dlaczego Ty mu mówisz co ma mi odpowiadać!!! Przecież to są Twoje słowa!!! Czekam na Tomka w domu!!!

Po czym usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwi.

Od poniedziałku zaczęły się sms-y, podobnej treści jak zacytowana wyżej. Codziennie jeden sms.

Nie pisała i nie dzwoniła do Żuka przez cały tydzień naszego wypoczynku. Kiedy wracaliśmy z nart synek zapytał:

  • Tatuś mogę zadzwonić do mamy?
  • Ale po co o to pytasz, bierz telefon i dzwoń.

Wiecie jakie usłyszał pierwsze słowa? Nie uwierzycie...

  • Cześć mamo
  • Cześć. Po co dzwonisz?
  • Chciałem Ci powiedzieć, ze wracamy z nart z tatusiem
  • Więc w niedzielę przyjedziesz do mnie?
  • Mamo ja nigdzie z Tobą nie pojadę.
  • To czego ty ode mnie chcesz, po co do mnie dzwonisz?
  • No żeby Ci powiedzieć, że wracam z tatusiem z nart
  • Tylko tyle?

Pozwólcie, że nie będę pisał jak dalej przebiegała ta rozmowa. Bo nie jest to nic miłego. I powrócę do zacytowanej wiadomości.

Powiedzcie mi jak to jest? Jeżeli ja chce spędzać czas ze swoim dzieckiem, chcę się Nim zajmować to zachowuję się w ten sposób? Synek sam od niepamiętnych czasów wyraził chęć, zadzwonienia do swojej mamy i został po prostu wdeptany w ziemię. Nie usłyszał pytania: Kochanie jak się bawiłeś? Jak Ci smakowało jedzonko? Jak Ci idzie jazda na nartach? A dużo jest śniegu? A gdzie mieszkaliście z tatą? Ładny mieliście pokoik? Daleko musieliście jechać na stok? A co jeszcze robiliście oprócz jazdy na nartach? Jak spędzaliście wieczory? Boże mogę takie pytania mnożyć w nieskończoność. Ale mój syn nie usłyszał żadnego z nich. Nie poczuł zainteresowania swoja osobą. A wiecie co poczuł? Egoizm. Kiedy będziesz dla mnie? Nie wiem czy jasno wyrażam swoje myśli. Ale to nie Ona jest dla Niego ale On ma być dla Niej. I znowu powrót do tytułowej wiadomości. Ona dzisiaj również czeka na dziecko, Ona nie stara się go zdobyć miłością, zainteresowaniem, zrozumieniem Jego potrzeb. Ona czeka, aż ktoś zrobi to za Nią. Całego obrazu dopełnieniem niech będzie kolejny sms właśnie z opisywanej niedzieli.

  • W związku z tym, że dziecko nie jest przygotowane na to że ja mam się nim opiekować przez ten tydzień, czekam na Tomka w domu.

Wszyscy mają przygotowywać dziecko do pobytu z Nią. Mam to zrobić ja, moi rodzice, znajomi, koledzy, przyjaciele, nauczyciele, wychowawcy, pedagodzy, psycholodzy... ale nie Ona. Smutne jest to, że Ona tego nie dostrzega, że za obecną niechęć Żuka do siebie obwinia wszystkich dookoła a nie samą siebie i swoje zachowanie.

Dziękuje Państwu za wypowiedź...



07:36, betterman77
Link Komentarze (20) »
wtorek, 19 lutego 2013
Po kolejnej przerwie

No i jak tutaj zacząć... Chyba przede wszystkim od przeproszenia Was wszystkich. Ale zapewne Ci, którzy tutaj często zaglądają wiedzą, iż takie moje pojawianie się i znikanie jest dla mnie typowe. Ale szczerze mówiąc nie spodziewałem się aż takiej niecierpliwości z Waszej strony ;) Ale już jestem i w telegraficznym skrócie donoszę co u Nas.

Po pierwsze muszę skorygować poprzedni wpis. Wyrok sprawy rozwodowej jeszcze się nie uprawomocnił i jeszcze pewnie przez kilka miesięcy będzie nieprawomocny. Powód? Mama Żuka złożyła pismo w sądzie o uzasadnienie wyroku. Według prawa do momentu wydania uzasadnienia wyrok nie jest prawomocny. Po jakie licho złożyła prośbę? Ano pewnie dlatego aby odwołać się od wyroku do sądu apelacyjnego. Więc zapewne będę zmuszony jeszcze kilkakrotnie odwiedzać sale sądowe. Zastanawia mnie jedynie od czego mama Żuka chce się odwoływać skoro niemalże wszystkie punkty (oprócz zasądzonych na rzecz Żuka alimentów) zostały przez nas uzgodnione przed ostatnią sprawą rozwodową na spotkaniu ugodowym. No nic pożyjemy zobaczymy.

Po drugie... Skarga która wpłynęła na moją osobę okazała się bezpodstawna, czego zresztą należało się spodziewać. Jedna rzecz mnie tylko wyprowadziła z równowagi. Po rozmowie z funkcjonariuszem, który prowadził sprawę skargową dowiedziałem się, iż świadek mamy Żuka poza protokołem wypowiedział następujące zdanie:

  • Ja Ją tylko „pukam”, nie chcę mieć przez Nią żadnych problemów, a poza tym to ja nic nie widziałem.

I przelał na papier dosłownie trzy zdania. I wiecie co mnie najbardziej w tym wszystkim wkurzyło? Jak ten gość może tak traktować kobietę. Już mi nawet nie chodzi o to, że dotyczy to mojej byłej żony, mamy mojego synka, ale kobietę. Zadzwoniłem do Niej aby lojalnie ją uprzedzić jak jest postrzegana przez swojego księcia. I wiecie co usłyszałem? Pusty śmiech... Natychmiast pożałowałem tego telefonu i tych wydanych kilkudziesięciu groszy... Pozwólcie, że zostawię to bez komentarza.

Po trzecie... Powstały jeszcze dwie notatki urzędowe, oprócz tej opisanej w ostatnim wpisie. Każda z nich o bzdurnej treści, fałszywych przesłankach i mijająca się z prawdą. Ale każda z nich mająca wspólny mianownik. Mianowicie mama Żuka pokazuje tam swoją nieudolność wychowawczą, opiekuńczą i przede wszystkim matczyną. Ile jeszcze strzeli sobie goli samobójczych to pewnie jedynie sam Najwyższy tylko wie.

Po czwarte... Żuk nadal nie chce spędzać czasu ze swoja mamą. Od Nowego Roku spędził z Nią, uwaga, trzy godziny. Tak dobrze czytacie, trzy godziny. Dlaczego? Albo Ona po Niego nie przyjedzie, albo On przed Nią ucieka i chowa się po szkolnych korytarzach, nawet wówczas gdy wie, że ja pracuje popołudniami a dziadków w domu nie ma. Potem odbieram telefony:

  • Tatuś wiem, że miałem wsiąść z mamą do auta, ale gdy zobaczyłem jej minę, jej zaciśnięte usta po prostu przed Nią uciekłem.

Wówczas dopiero zaczyna kosmos. Przecież w radiowozie nie będę Żuka woził. Szukanie na szybko opieki dla Niego i odpowiadanie na sms-y: Gdzie jest Tomek skoro Ty jesteś w pracy? Zostawianie go u sąsiadów do których przyjeżdża po chwili mama Żuka i szarpie się z Nim na przedpokoju aby w końcu usłyszeć:

  • Mamo popatrz u sąsiadów nie ma komputera, nie ma konsoli do gier a ja i tak wole być z Nimi niż jechać do Ciebie!

Ale najczęściej po prostu przychodzi ze szkoły do domu i gdy przyjeżdża po Niego mama mówi:

  • Mamo po co przyjechałaś przecież wiesz, że i tak nigdzie z Tobą nie pojadę.

Potem otrzymuję sms-y następującej treści:

„Czekam na dziecko w domu w związku z tym, że nie potrafiłeś go kolejny raz przygotować na kontakt z mamą”

Ponieważ już mnie samego niepokoi zachowanie Żuka, a sam w żaden sposób nie potrafię wpłynąć na Niego aby pojechał do mamy, tzn. pewien sposób jest, siłowo wystawić synka za próg mieszkania i szybko zamknąć za Nim drzwi, ale chyba nie tędy droga, jesteśmy na razie we dwójkę umówieni z psychologiem dziecięcym aby ten mur niechęci do bycia z mamą jakoś przełamać. Co z tego wyjdzie zobaczymy. Chociaż i bez psychologa by się obyło, gdyby w końcu mama Żuka zdecydowała się na unormowanie naszych relacji, które obecnie i od dłuższego już czasu są takie, iż gdyby mogła chętnie wbiłaby mi nóż w plecy. Ale powiedzmy sobie szczerze od cudów jest Najwyższy.

No i po piąte... Prawdą jest, że najczęściej pisze się wówczas gdy jest się najbardziej sfrustrowanym, gdy wszystko idzie jak po grudzie. Nie pisałem bo, po pierwsze, szczerze mówiąc mam już dość niemalże krok po kroku opisywać co się dzieje w moim małym piekiełku, już rzygać mi się chce gdy spod moich palców powstają litery łączące się w słowa „mama Żuka”, „Sylwia”. Po prostu tak po ludzku wydaje mi się, że nie warto... choć pewnie jeszcze wielokrotnie będzie to nieuniknione.

A po drugie... i tutaj uważajcie... jestem SZCZĘŚLIWY. I nie napiszę na razie nic więcej, pozostawię Waszą ciekawość niezaspokojoną. Nie napisze nic więcej także dlatego aby nie zapeszyć tego co w środku mnie dojrzewa, co kiełkuje i co mam nadzieje wkrótce wystrzeli wszystkimi kolorami tęczy :) A i jeszcze jedno i najważniejsze wszystko to dzieje się w obecności Żuka i przy Jego pełnej akceptacji :) Powtórzę jeszcze raz... Jestem SZCZĘŚLIWY!!!

07:19, betterman77
Link Komentarze (22) »
czwartek, 03 stycznia 2013
Jatka

No i zaczęła się jatka. Ale od początku. Ponieważ wyrok, który zapadł 20 grudnia zeszłego roku potrzebuje 21 dni aby się uprawomocnił, opiekujemy się Żukiem nadal naprzemiennie. W niedziele miało odbyć się przekazanie syna. Mama Żuka już wcześniej na różne sposoby kombinowała jak tu pozbyć się synka w Sylwestra. Przychodziła do mnie i pytała czy może On u mnie być? Ja stałem na stanowisku, że owszem może jeżeli tylko chce, a Ty nie masz czasu aby się Nim zająć czy też masz inne plany w których będzie Ci Żuczek kolidował, może być ze mną. Jednak przyjechała po syna w niedzielę o 19:30 chcąc go ze sobą zabrać. Mały odparł, że chce zostać ze mną i nie chce z Nią jechać. Mama Żuka na to przystała, z uśmiechem na twarzy obróciła się na pięcie i poszła w swoją stronę.

Nadszedł sylwestrowy poniedziałek i  po południu synek przypomniał sobie, że przecież mama obiecała mu, że pójdą razem na Sylwestra do Jego kolegi naszych wspólnych znajomych. Mówię mu, że skoro tak się umówili to niech do mamy dzwoni. Zadzwonił ale usłyszał odpowiedź, że Ona plany zmieniła i nie zamierza zabierać go ze sobą. Mały rozżalony, zapłakany ale utulony w ramionach taty uspokoił się i po kilku godzinach poszliśmy do moich znajomych na sympatyczną, miłą i rodzinną posiadówkę sylwestrową.

Przyszedł wtorek. Mama Żuka nadal nie dawała znaku życia, a ja musiałem iść do pracy na godzinę 14:00. Już kiedyś obiecałem sobie, że nie będę się prosił mamy Żuka aby spędzała z Nim czas. Poza tym mały sam stwierdził, że nie chce do Niej jechać ani też do Niej dzwonić. Mówię dobrze, znajdziemy Ci opiekę i opiekę znalazłem. Zawiozłem Tomusia do koleżanki i pojechałem do pracy.

Traf chciał, iż będąc w patrolu spotkałem mijającą mnie mamę Tomka ze swoim „księciem” wracających do domu. Mama Żuka pomachała mi przez szybę zadowolona z siebie, nie zareagowałem. Po niecałej godzinie zadzwoniła do mnie:

  • Gdzie jest Tomuś?

  • Teraz Cię to zainteresowało? Jakoś nie przejmowałaś się tym przez ostatnie dni.  Ale uspokoję Cię. Synek jest pod dobrą opieką.

Rozłączyłem się. Nie minęło 15 min gdy zadzwoniono do mnie z pracy, że moja żona składa właśnie zawiadomienie o uprowadzeniu rodzicielskim. Powiedziałem krótko: niech składa.

Jednak pracownik, który miał przyjąć zawiadomienie zadzwonił do mnie i przekonywał mnie abym przekazał dziecko matce, ponieważ Ona obawia się o to czy jest On bezpieczny, czy nie dzieje się mu krzywda. Odparłem dobrze, dziecko będzie w „bazie” do 20 minut ale ręczę za to, że nie będzie chciało jechać z matką.

Koleżanka przywiozła dziecko do bazy. Wszedłem z Nim do pracownika przyjmującego zawiadomienie. I mówię:

  • Proszę dziecko jest całe i zdrowe

  • Gdzie byłeś?

  • U opiekunki

  • Jakiej opiekunki, gdzie?

  • U opiekunki

Wcześniej prosiłem Tomusia, aby nie mówił gdzie był, jak się nazywa koleżanka. Znał ją wcześniej bardzo dobrze, spędzamy co jakiś czas razem, Ona przychodzi do nas, my odwiedzamy Ją. Ale nie chciałem aby miała miejsce sytuacja z przed kilku lat kiedy to pewną osobę, która, moja wówczas żona, uważała za swoje zagrożenie, sprawdziła w systemach wysłała paszkwila a do listu dołączyła karteczkę z wszystkimi Jej danymi, które uzyskała z policyjnych systemów. Potem dziewczyna była nagabywana na mieście przez Nią a historia skończyła się oficjalną skarga na moją wówczas żonę (udostępnienie danych osobowych i pomówienia), która z kolei zakończyła się postępowaniem dyscyplinarnym.

Tego chciałem uniknąć, dlatego prosiłem aby synek ograniczył się do podstawowych informacji. Dalsza rozmowa odbywała się mniej więcej tak:

  • Dobrze skoro jesteś pojedziesz ze mną.

  • Nie mamo nigdzie z Tobą nie pojadę, chcę wrócić do opiekunki.

  • Ale dlaczego?

  • Ty nie miałaś dla mnie czasu w Sylwestra, nie pozwalasz dzwonić mi do taty, cały czas na mnie krzyczysz, wyzywasz, chowasz mi gry. Ja się źle u Ciebie czuję, nie chcę być z Tobą.

  • Ale to nie Ty będziesz decydował z kim będziesz!

Do rozmowy włączyłem się ja:

  • Tak masz rację, nasz syn nie będzie o tym decydował, o tym z kim będzie będę decydował ja. Przypominam Ci, że to ja jestem Jego opiekunem a ty masz ograniczoną władzę rodzicielską. Jeżeli mój syn nie chcę jechać z Tobą, nie miałaś dla Niego czasu, traktujesz go jak wypełniacz swojego czasu, jak broszkę do swojego kożucha, nie dziw się, że On odpłaca Ci tym samym.

Zwróciłem się do syna:

  • Dobrze kochanie zbieraj się i wracamy do opiekunki.

Pożegnałem się i wyszliśmy z pokoju. Mały trafił na powrót do mojej koleżanki gdzie pozostał do końca mojej pracy.

Jednak to nie koniec historii. O 22:40 wróciliśmy do domu a pod drzwiami zastaliśmy mamę Żuka.

  • Tomuś zabierz tornister z książkami i idziemy do domku.

  • Mamuś ja nigdzie z Tobą nie idę, zostaje z tatusiem.

Po kilku wymianach zdań, zadanych pytaniach dlaczego? czemu? Itd. Urwałem zbędną dyskusję :

  • Słuchaj kobieto, Tomuś musi się już położyć spać, jutro idzie do szkoły.

  • Jutro odbiorę go o 15:30

  • Dobrze. Tomuś będzie u moich rodziców.

Na to włączył się Żuk

  • Mamo ale ja jutro nigdzie z Tobą nie pojadę.

  • Jak nie pojedziesz przyjadę z patrolem policji

Gdy synek to usłyszał zagotował się i zamknął Jej drzwi przed nosem.

Z całego zamieszania została sporządzona Notatka, która zapewne trafi do Sądu. Jakie będą jej dalsze losy wyjdzie w praniu.

Ale żeby było śmieszniej to jeszcze nie koniec. Wczoraj mama mojego syna przyszła na Komendę i złożyła oficjalną skargę na mnie o to, iż chciałem ją przejechać radiowozem. Świadkiem zdarzenia ma być Jej „książę” nota bene również policjant.

Gdybym ja jeszcze wiedział o co w tym wszystkim chodzi? Masakra jakaś... Witaj Nowy, 2013 Roku ...

11:14, betterman77
Link Komentarze (35) »
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Postanowienie na Nowy Rok

"Jeśli bardzo chcesz coś zatrzymać, uwolnij to.

Jeśli do Ciebie wróci, będzie Twoje na zawsze.

Jeśli nie wróci to i tak nigdy nie należało do Ciebie."

08:49, betterman77
Link Komentarze (8) »
wtorek, 25 grudnia 2012
Jest taki dzień...

Wróciliśmy wczoraj z Żukiem od rodziców z Wieczerzy Wigilijnej i naszło mnie na wspomnienia. Przypomniałem sobie jak wyglądała Wieczerza jakieś 20 lat temu.

Razem z rodzicami jechaliśmy do naszych dziadków. Tam spotykaliśmy się z rodzinami brata i siostry mojego taty. W sumie do dwóch stołów wigilijnych zasiadało 14 osób. Przy jednym dorośli przy drugim dzieci. Nigdy nie zapomnę tej uroczystej atmosfery, nie zapomnę tej magii unoszącej się nad naszymi głowami. Uroczyste odczytanie fragmentu Pisma Świętego przez Jednego z dzieciaków, szepty podczas łamania się opłatkiem, w końcu kolacja wigilijna, każda z potraw musiała być zjedzona. Ta serdeczność, która wówczas nas otaczała, poczucie wspólnoty, bycia razem. A po Wieczerzy wspólny śpiew kolęd i ta najbardziej ulubiona przez mojego dziadka „Oj maluśki, maluśki”. I w końcu wyjście na Pasterkę. Mam to przed oczami jakby to było jeszcze wczoraj.

Z czasem ilość osób zmniejszała się przy stole. Najpierw odszedł dziadziuś, potem siostra mojej babci, na drugi koniec polski wyjechała rodzina siostry mojego taty i w końcu zmarła babcia.

I wszystko się zmieniło... Skończyła się magia... Każda rodzina osobno zasiadała do swojego wigilijnego stołu.

Wczoraj zasiadłem do Wigilii ze swoim synem i rodzicami. Jedno miejsce przy stole zostało przygotowane dla „niespodziewanego gościa”. Usiadłem obok i gdzieś w środku czułem, że to miejsce czeka na Nią. Zawsze Ona zajmowała to miejsce. Szybko się otrząsnąłem z tej myśli, wiedząc jak bardzo jest nieracjonalna. Wiedząc, że niespodziewane po prostu nie nadejdzie, że to już za mną, a patrzenie wstecz tylko mnie pogrąży. Synek odczytał fragment Pisma Świętego, połamaliśmy się opłatkiem „... i żebyś tatuś miał dużo dziewczyn...”, każdej potrawy musieliśmy choć trochę spróbować, potem prezenty i kolędy ale tym razem z telewizora...

Gdzieś ta magia dzieciństwa zaczyna się ode mnie oddalać...


18:41, betterman77
Link Komentarze (8) »
niedziela, 23 grudnia 2012
20 grudnia 2012 roku

Ten dzień uczynił mnie najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Nie dlatego, że jestem wolnym człowiekiem. Tego wymiaru mojego rozwodu nigdy nie będę rozpatrywał w kategoriach zwycięstwa. Każdy rozwód to porażka i to dla każdej ze stron. Jednak fakt, iż to mnie Sąd przyznał opiekę nad Żukiem i uczynił jednym z tych niewielu ojców, którzy po rozwodzie biorą pełna odpowiedzialność za wychowanie swojego syna, zasądził miejsce zamieszkania Żuka ze mną, a Jego matce ograniczył władzę rodzicielską do współdecydowania o edukacji, leczeniu i wypoczynku synka oraz zasądził od Niej alimenty uczynił mnie najszczęśliwszym człowiekiem na globie.

Zastanawiałem się co zadecydowało o takim obrocie sprawy. Po chwili namysłu doszedłem do wniosku, że ja od mojego rozstania z mamą Żuka chciałem tylko i wyłącznie tego aby mój syn był mimo wszystko szczęśliwy, aby nie utracić z Nim kontaktu, aby wiedział, że zawsze może na mnie liczyć. Dążyłem do tego aby moje relacje z mamą Żuka były co najmniej poprawne.

A Ona... Ona poprzez rozwód walczyła ze mną, chciała mnie zniszczyć, wdeptać w ziemie, pogrzebać pamięć o mnie już za mojego życia.

Moje cele dotyczące mojego synka wypełniłem w 100%. Natomiast zdaje sobie sprawę, że moje relacje z mamą Żuka uległy całkowitej degradacji. Zresztą ostatnimi czasy sam się do tego przyczyniłem... No cóż zdarzyło się, trudno.

Nasze cele doskonale odczytywał Żuk. I wiedział, że w mojej obecności zawsze będzie mógł czuć się bezpiecznie. Nigdy nie powiem mu nie, kiedy będzie chciał skontaktować się ze swoja mamą, czy też do Niej pojechać. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Jego potrzeby zawsze mam na uwadze, wsłuchuje się w nie i w miarę możliwości staram się je spełniać. Wiedział też, że będąc ze mną nie usłyszy o swojej mamie złego słowa. Tego staram się dotrzymywać do dzisiaj choć wcale nie jest to łatwe.

A czego sobie życzę na te Święta i Nowy Rok? Przede wszystkim... i jeszcze raz przede wszystkim aby to zwycięstwo nie pozwoliło mi spocząć na laurach. Abym nadal z czułością, zrozumieniem i zaangażowaniem „wsłuchiwał” się w swojego syna. To wydaje się proste.

Drugą sprawą, dużo trudniejszą, którą chce osiągnąć to ocalić swoje „wnętrze” od nienawiści, od pogardy, złośliwości, chamstwa i prostactwa w stosunku do mamy Żuka. Bo bez względu na to jaką jest kobietą, jest mamą Żuka, kobietą, którą kochałem całym swoim jestestwem, którą trzymałem za rękę podczas porodu mojego synka niemal 10 lat temu i której zawdzięczam wiele dobrych i cudownych chwil w swoim życiu. To osiągnąć będzie dużo trudniej. Ten żal który do niej miałem mocno upuściłem, a przecież „nie kopie się leżącego”. Nie będę się dłużej nad tym rozpisywał, nie ma się czym chwalić. Popełniłem błąd. Z jednej strony należało się to Jej jak żadnej innej kobiecie, a z drugiej było zupełnie niepotrzebne. No ale stało się... Trudno.

A Wam moi kochani cóż mogę życzyć... MIŁOŚCI :)

Bo Miłość jest śpiewem skrzypiec, śpiewających pieśń świata

Ale muzyka skrzypiec

To coś więcej niż drewno i smyczek, bezwładne i bardziej samotne niż nuty tańczące na partyturze w wieczorowych strojach

To coś więcej  niż palce artysty, przebiegające po strunach.

Miłość jest TCHNIENIEM nieskończonym, które przychodzi skądinąd i zmierza gdzie chce.

Niech to TCHNIENIE narodzi się w te Święta wraz z Małym Dzieciątkiem w Waszych sercach :)

Wesołych Świąt!


15:41, betterman77
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17